
Telegram został oskarżony o związki z rosyjską służbą bezpieczeństwa, co mogłoby narazić dane użytkowników aplikacji na niebezpieczeństwo.
+ ChatGPT generuje obraz tego, jak będzie wyglądać ludzkość za 1 milion lat – internauci są w szoku
Zarzut został postawiony przez rosyjski portal IStories, który twierdzi, że Telegram współpracuje z przedsiębiorcą o imieniu Władimir Wiedieniejew, by zapewnić uprzywilejowany dostęp do serwerów firmy.
Dzięki tej współpracy Władimir miałby możliwość podpisywania umów jako przedstawiciel Telegrama. Jedna z jego firm ma jednak rosyjską służbę bezpieczeństwa jako jednego z głównych klientów.
Według portalu, poprzez tę współpracę FSB mogłaby uzyskać dostęp do danych milionów użytkowników aplikacji. W oświadczeniu uzyskanym przez TechRadar, rzecznik aplikacji stwierdził, że choć Telegram korzysta z „dziesiątek dostawców usług”, żaden z nich nie ma dostępu do wrażliwych danych.
„Wszystkie serwery Telegrama należą do Telegrama i są utrzymywane przez pracowników Telegrama. Nieautoryzowany dostęp do jakichkolwiek danych jest niemożliwy. W całej swojej historii Telegram nigdy nie przekazał prywatnych wiadomości osobom trzecim — a jego szyfrowanie nigdy nie zostało złamane”, przekazano w oświadczeniu.
Zdjęcie i wideo: Unsplash. Ta treść została stworzona przy pomocy AI i sprawdzona przez zespół redakcyjny.
